Jak szukać pracy i nie wypalić się już na starcie?

jak szukać pracy, wypalenie zawodowe, rekrutacja, rozmowa kwalifikacyjna, jak szukać pracownika, rozmowa kwalifikacyjna, zadanie próbne

Zdarzyło Ci się, że dane stanowisko, zlecenie, funkcję traktowałeś jakby od niego wszystko zależało? Jakby zależały od niego wszystkie plany? Ba! Cała kariera uzależniona od jednej rzeczy? Bo mi owszem.

A potem był przysłowiowy “płacz i zgrzytanie zębów”…

Nie będę wracać do czasów, gdy pracowałam na etacie, bo w tamtym okresie zawsze czułam, że to nie dla mnie. Na szczęście minął on bezpowrotnie. Chcę się podzielić tym, jak podchodzę do pracy i zleceń obecnie, gdy dojrzałam i rozwijam siebie oraz swoją markę na właściwym miejscu.

Moje stanowisko wymaga ode mnie nieustannego poszukiwania. Owszem, są asystentki, które pracują na cały etat dla jednej firmy/jednego szefa, ale ja – póki co – do takich nie należę. Dlatego mój kalendarz wypełniony jest pomniejszymi współpracami, na mniejszą ilość godzin. Jak widzieliście, w swojej ofercie mam pakiety godzinowe, dlatego to klient decyduje w jakim wymiarze czasowym będę mu potrzebna.

Jak szukać pracy i jak poznać, że dane stanowisko jest właśnie dla Ciebie?

Kiedy odpowiadam sama na ogłoszenia rekrutacyjne – przede wszystkim, zawsze dokładnie je analizuję. Sprawdzam kto, co, gdzie i czego wymaga. Czy potrafię te wszystkie rzeczy – a jeśli nie, to czy jestem w stanie się ich nauczyć? A może tylko mi się wydaje, że czegoś nie potrafię? Często niektóre czynności lub nawet stanowiska nazywane są bądź opisywane w sposób, który na pierwszy rzut oka wydaje nam się niezrozumiały.

Sprawdzam zawsze czym zajmuje się dana osoba, jakie firmy i marki prowadzi, jak działa. Czasami, jeśli mam do czynienia z dużą firmą – sprawdzam opinie. Jeśli to ogłoszenie blogerki, wtedy zawsze czytam choć kilka artykułów z jej bloga. Chcę poznać daną osobę zanim odpowiem na ogłoszenie.

Uwierzcie mi, że już na tym etapie weryfikuje się większość współpracy. Nie odpowiadajcie jak leci na ogłoszenia, tylko dlatego, że w tytule jest wpisane stanowisko Was interesujące.

Rzadko wysyłam CV, raczej listy, w formie wiadomości e-mail, nie oddzielny pdf. Jeśli pracodawca wymaga CV obligatoryjnie, to wtedy każdorazowo je weryfikuję pod kątem danego stanowiska. Pamiętaj, nigdy nie wysyłaj gotowca.

Nie odpowiadam na ogłoszenia typu – podaj swoją ofertę cenową. Od razu wiadomo, że w tym “konkursie” wygra najniższa stawka a nie jakość. Niestety, mnóstwo jest osób, które te stawki zaniżają. Najczęściej – bez działalności gospodarczej, chcące sobie jedynie dorobić po godzinach.

Wiele weryfikuje się również na etapie zadania próbnego – większość pracodawców daje zadania pracochłonne, wymagające dużego nakładu czasu. I na tym etapie często rezygnuję. Czy boję się, że nie podołam? Absolutnie. Po prostu żadnemu z nich nie przychodzi do głowy żeby za te zadania zapłacić.

Zadanie rekrutacyjne powinno być krótkie i konkretne – kondensujące kilka umiejętności. Moim zdaniem świetnie sprawdzają się ankiety – np. dotyczące pomysłów, propozycji jakichś rozwiązań.

Poza tym, uważam za bardzo nieuczciwe wymagać od potencjalnego pracownika wykonania zadania bez zapłaty. Drogi pracodawco – nie jesteś pewien czy dana osoba pasuje do Twojej firmy? Uważasz, że list, CV, ankieta to za mało? Albo, co gorsza – kandydat w nich kłamie? (btw. skoro mi nie ufasz, to również darujmy sobie dalsze działania). Przyjmij mnie na okres próbny – kilkudniowy nawet, ale zapłać! Dlaczego ja mam poświęcać dzień lub dwa na pracę za darmo? Bo to zaowocuje długofalową współpracą? Raczej nie. Skoro na tym etapie rekrutujący nie ma wyobraźni to jak będzie później? No chyba że zlecenie dotyczy pracy na cały etat. Wtedy to inna sprawa – perspektywa stałego zatrudnienia i godnego wynagrodzenia itd. Ale ja takiej pracy nie szukam – póki co.

Cenię rozmowy kwalifikacyjne on-line, np. przez Skype. Skoro praca ma być zdalna, to wiadomym jest, że nie zawsze mamy możliwość osobistej konfrontacji.

Mam dużą intuicję do ludzi i zazwyczaj na tym etapie widzę, czy jest między nami przysłowiowa chemia, czy raczej się nie zgramy ze sobą. W końcu moją rolą jest bycie poniekąd “prawą ręką”. Często muszę czytać między zdaniami i wykazywać inicjatywę, więc muszę niejako “wyczuwać” intencje i rozumieć się z osobą zlecającą. Jeśli nadajemy na innych falach to naprawdę – oboje będziemy się męczyć. Uwierzcie mi, w pierwszej rozmowie i Wy i Wasz pracodawca wyczuje czy się rozumiecie czy wręcz odwrotnie.

Często jest tak, że na jakiejś pracy bardzo nam zależy. Dane zlecenie wydaje się bardzo atrakcyjne. Jest niemal wymarzone. Ale potem jakoś się nie układa, nie wszystko jest takie różowe jak wydawało się na początku.

Niedawno tak miałam. Praca w branży muzycznej, a dokładniej w dużej instytucji. To było moje marzenie. Znajomi mnie namawiali. Wystartowałam. Dostałam się. Najpierw na okres próbny – darmowy… (tak tak, krzyczę, że nie robię darmowych zadań a na cały mc za darmo się zgodziłam – ale to właśnie ta sytuacja, gdzie praca miała być na długo, poza tym to zupełnie inna branża, rządząca się innymi prawami). Całe wakacje ćwiczyłam, przeżywałam itd. Po wakacjach zaczęły się próby – 3 razy dłuższe i częściej niż w kontrakcie, bo przygotowujące do dużego koncertu, a raczej dwóch.

Wracałam zmęczona, zestresowana. Atmosfera pracy nie taka jak sobie wyobrażałam… Myślicie, że odpoczywałam w domu? Nic bardziej mylnego – ćwiczyłam, uczyłam się. Złoty pracownik nie? Zawsze na czas, perfect przygotowana. Nawet z pogrzebu w rodzinie wyrwałam się wcześniej – bo próba…

Nie miałam siły na inne projekty. Mąż słusznie zauważył – że pierwszy raz śpiewanie sprawia mi ból i smutek. Zawsze, gdy działam muzycznie, jestem cała w skowronkach, a w tym przypadku czułam się jakbym szła tam za karę. Owszem, repertuar ambitny, piękny, emocjonalny, ale co z tego kiedy cała otoczka przytłaczająca?

Na tydzień przed koncertem sprawa zweryfikowała się sama – powiadomiono mnie, że nie dostanę stałej umowy bo takie są “rozkazy z góry”, żeby na razie nie przyjmować nowych osób, jedynie zlecenie/dzieło. W jednym z koncertów to w ogóle nie brałam udziału, bo kontrakt był tylko z osobami na stałej umowie. Tak, dobrze słyszycie. Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Summa summarum za kilka miesięcy prób dostałam 300zł. Więcej wydałam za parkingi w centrum i nianię do chłopców.

Ale przynajmniej bez żalu dałam spokój. Dokończyłam projekt (czytaj: zaśpiewałam w koncercie premierowym) i goodbye! Na kolejne już się raczej nie zgodzę.

Po co Wam to opowiadam? Bo zrozumiałam – po raz kolejny – że praca musi dawać satysfakcję! Nieważne jakie stanowisko i gdzie. Ważne żeby czuć spokój, taki wewnętrzny, z dobrze wykonanego zadania, z odpowiedniej atmosfery – współpracy i sympatii, z jasnych warunków, z satysfakcji z wynagrodzenia.

Pracując dla kogoś, nieważne czy to bloger, czy coach, czy przedsiębiorca, czy większy zespół albo instytucja – nie chcę żeby paraliżował mnie stres. Nie chcę się bać, że powiem coś nie tak, że ktoś będzie ciągle niezadowolony, albo za plecami będzie mnie obgadywał! Ja zawsze mówię co myślę, czego oczekuję, i to powinno działać w dwie strony. Chcę żeby pracodawca lub kierownik powiedział mi co poprawić, co zmienić, nad czym pracować, albo co robię dobrze. Wyczuwam fałsz i widzę, gdy ktoś uśmiecha się i mówi “tak, wszystko jest w porządku” a tak naprawdę myśli co innego.

Ponad to, cokolwiek byś nie robił – zadaj sobie pytanie – czy to działanie przybliża Cię do obranego celu. Czy zrobiłeś krok naprzód czy wręcz przeciwnie? Gdzie teraz jesteś?

To moje ostatnie doświadczenie pokazało mi, że niektóre, nawet wymarzone rzeczy potrafią nas od celu oddalić miast przybliżyć. Że wydają nam się gwiazdką z nieba a potem boleśnie parzą.

Jeśli czujesz, że Twoja praca Cię unieszczęśliwia. Jeśli czujesz, że nie dogadujesz się ze zleceniodawcą lub zespołem – porozmawiaj, spróbuj oczyścić relacje. Ale jeśli to nie pomoże – wiej! Uwierz mi, nic nie jest warte Twojego wypalenia i frustracji.

Jeśli Twój klient bez przerwy Cię poprawia, krytykuje, albo co gorsza – kontroluje przesadnie każdy Twój ruch – wiej! Być może nie spełniasz jego oczekiwań. Tak też może być – nikt nie jest idealny. Ale w takim wypadku też lepiej zakończyć współpracę. Jeżeli nie widać nici porozumienia, to nie ma sensu się męczyć nawzajem.

A jak już znajdziesz satysfakcjonującą pracę lub zlecenie – działaj! Rozwijaj się i leć na przód!

I jeszcze do Ciebie, drogi pracodawco – Pamiętaj, że to, w jaki sposób przeprowadzasz rekrutację, w jaki sposób traktujesz swoich pracowników bądź podwykonawców (również tych potencjalnych) składa się na całokształt Twojej marki.

 

Uważasz ten wpis za wartościowy ? Podziel się nim i udostępnij! Zostaw też komentarz, jeśli masz ochotę.

 

Posted on 21 września 2017 in poradnik, przemyślenia, wirtualna asystentka, współpraca

Back to Top

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić Ci jak najlepsze wrażenia z przeglądania. Jeśli wyrażasz zgodę zaakceptuj. Więcej informacji.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close